Nadchodzą złe czasy

Drukuj

Po wyborze Emmanuela Macrona na prezydenta Francji Polska znajduje się w mało ciekawej sytuacji. Nie dość, że polski rząd prowadzi otwarcie antyunijną politykę i wcale nie zamierza jej zmienić, to nawet nie stara się, żeby kontakty z Francją uległy polepszeniu. W tym kluczowym dla Europy czasie warto być w centrum wydarzeń, niestety polski rząd już dawno postanowił, że nie chce mieć w Europie nic do powiedzenia.

Prezydentura Macrona nie wróży dla nas nic dobrego. W czasie kiedy polski rząd prowadzi politykę samoizolacji, nie mogą cieszyć zapowiedzi Europy dwóch prędkości. Macron będzie chciał zacieśniać współpracę przede wszystkim w ramach „starej Unii”. Najbardziej interesuje go powrót do modelu tandemu niemiecko-francuskiego, w którym dla Polski siłą rzeczy przewidziana jest rola mniej ważna. Jest to problem, jednak należy do niego odpowiednio podejść.  O swoich interesach trzeba rozmawiać, a im bardziej rząd będzie obrażał się na Macrona, zamiast z nim współpracować,  tym dalej będziemy od centrum decyzyjnego. Macron nie jest wymarzonym kandydatem dla Polski, ale jako że prowadzenie polityki to umiejętność dokonywania wyborów w realnym, a nie wyimaginowanym otoczeniu, należy usiąść do stołu i przedstawić swoje racje. Obrażanie się jeszcze na nikim nie zrobiło wrażenia.

Warto również pamiętać, że zanim Macron został prezydentem, to stanowisko piastował dość nieudolnie Francois Hollande. Pozycja Francji osłabła, ale żadne inne państwo – poza Niemcami, które zwiększyły swoją przewagę nad resztą – tego nie wykorzystało. A można było to zrobić relatywnie niewielkim kosztem. Dlaczego nie próbowaliśmy dla siebie wygrać tej sytuacji? Dlaczego w obliczu kryzysu migracyjnego nie stanęliśmy aktywnie w jednym szeregu z Niemcami, tym samym pokazując chęć wzięcia części odpowiedzialności za sprawy europejskie na swoje barki? Dlaczego nie potrafiliśmy zaproponować konstruktywnych rozwiązań konfliktu ukraińskiego i stać się jednym z mediatorów?

W tym dobrym dla Polski czasie nie potrafiliśmy obrócić słabości innych na własną korzyść i ustawić się wyżej w europejskiej hierarchii. Czy teraz się to na nas zemści, zależy głównie od nas samych. Nic jednak nie wskazuje na to, żeby osoby odpowiadające za polską politykę zagraniczną potrafiły wyjść poza odgórnie nakreślone granice ideologiczne i wyciągały wnioski z obecnie prowadzonej polityki. Im dłużej ten przykry stan będzie się utrzymywał, tym gorzej będzie nam się żyło z prezydentem Macronem.

Czytaj również

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>